Bartek i Michał – historia miłosna z małego polskiego miasta, w cieniu nowej farmy wiatrowej. Jeden z technikum, drugi z uczelni w Rzeszowie, poznają się na praktykach „przy wiatrakach”, między polami kukurydzy a drogą gruntową. To queerowe coming of age o tym, jak wśród plotek, burz i hałasu „co ludzie powiedzą” rodzi się coś cichego, ale prawdziwego – odwaga, by przestać udawać i zrobić pierwszy krok do bycia sobą.
Kiedy pierwszy raz zobaczył te wiatraki, pomyślał, że wyglądają jak coś z innego świata.
Wysokie, białe, obracające się powoli nad polami kukurydzy i starymi sadami. Jakby ktoś wziął zdjęcie ich wsi, wrzucił do programu graficznego i kliknął „dodaj nowoczesność”.
Bartek stał na poboczu gruntowej drogi, w odblaskowej kamizelce, z kaskiem pod pachą. W kieszeni czuł złożony na czworo papier – umowę o praktyki przy obsłudze farmy wiatrowej.
„Technik elektryk – praktykant” brzmiało poważniej, niż się czuł.
– No, Bartek, teraz to będziesz panem od wiatraków – rzucił ojciec, kiedy wieczorem podpisywali papiery w kuchni. – Zobaczysz, jeszcze będziesz ludziom tłumaczył, że to nie robi raka.
Matka skrzywiła się przy kuchence.
– Mówią, że krowy od tego gorzej mleko dają – mruknęła. – I że ptaki spadają.
– Mówią… – powtórzył ojciec. – Jak zwykle.
Bartek nic nie powiedział. W jego głowie wirowało coś innego niż łopaty turbin.
„Będę codziennie jeździł na wzgórze” – pomyślał. – „Poza wieś. Może trochę dalej niż sklep, szkoła i kościół.”
Nie wiedział jeszcze, że „dalej” przyjedzie do niego w szarej służbowej skodzie i będzie mieć na imię Michał.
1. Nowy z miasta
Pierwszego dnia praktyk był pod bramą farmy czternaście minut przed czasem. Stare przyzwyczajenie: jak się jest z technikum i z wioski, to lepiej być wcześniej, żeby nikt nie miał powodu narzekać.
Przy bramie stał już ktoś w odblaskowej kamizelce, z kubkiem kawy w ręku. Miał może dwadzieścia lat, ciemne włosy zaczesane do góry w ten sposób, który wygląda jednocześnie niedbale i celowo, i identyfikator na smyczy z logo firmy.
– Ty Bartek? – zapytał, kiedy go zobaczył.
– Tak. – Bartek poprawił plecak. – Z technikum w powiatowym.
– Michał. – Chłopak wyciągnął rękę. – Studia w Rzeszowie, energetyka. Jestem na praktykach letnich. W tym roku ja z góry, ty z dołu.
– Z dołu? – Bartek uniósł brwi.
– No. – Michał uśmiechnął się krzywo. – Ja będę udawał mądrego przy komputerze, ty będziesz robił wszystko, na co nie mam papierów. Życie.
Uścisnęli dłonie. Dłoń Michała była ciepła, sucha, pewna siebie. Bartek nagle poczuł się jeszcze bardziej „z dołu” niż przed chwilą.
– Dobra – Michał machnął głową w stronę parkingu. – Wskakuj. Pokażę ci twoje nowe królestwo wiatraków.
Skoda stała trochę krzywo na trawie. W środku pachniało kawą, jakimś dezodorantem i nową elektroniką.
– To twoja wieś? – zapytał Michał, kiedy ruszyli w stronę wzgórza.
– Tak. – Bartek wzruszył ramionami. – Cała metropolia.
– Spoko – odparł Michał. – U mnie na osiedlu jest tylko więcej bloków, ale tak samo wszyscy wszystko wiedzą o wszystkich.
Bartek spojrzał na niego z boku. Nie spodziewał się, że „ktoś z miasta” będzie mówił takim tonem o swoim miejscu.
Wiatraki zbliżały się z każdym metrem. Z dołu wyglądały jeszcze potężniej.
– Jak czujesz wysokość? – rzucił Michał.
– Drzewa mam obcykane – odpowiedział Bartek. – Zobaczymy z tymi kolosami.
Michał się uśmiechnął.
– To może się dogadamy.
2. Wiatraki i małe rozmowy
Ich dni zaczęły wyglądać podobnie.
Rano skoda zatrzymywała się przy przystanku na wjeździe do wsi, tam gdzie asfalt przechodził w żwir, a za znakiem „koniec zabudowań” zaczynała się „reszta świata”.
– Pan Bartek do obsługi wiatraków? – wychylał się Michał przez okno.
– Zależy, ile płacą – odpowiadał Bartek, wsiadając.
– Emocjami i doświadczeniem – parował Michał. – W skrócie: kiepsko.
Śmiali się.
Na farmie uczyli się razem:
jak zakładać szelki, żeby nie spaść z drabiny, jak czytać parametry na ekranie, kiedy wiatr jest „za duży”, a kiedy „za mały”, czemu nie wolno wchodzić samemu i czemu zawsze trzeba dwa razy sprawdzić, czy coś jest wyłączone.
– Tu nie ma miejsca na „jakoś to będzie” – mówił starszy monter, pokazując im panel. – Jak zrobicie błąd, to nie będzie „trochę prądu w palcu”, tylko was zbierać z trawy.
Michał szybko łapał teorię, lubił cyfry, wykresy, komputer. Bartek lepiej czuł się przy kablach, śrubach, metalowych elementach, które można było dotknąć.
– Idealny duet – podsumował kiedyś Michał. – Ja będę mówił mądrze, ty będziesz robił, żeby to działało.
Po pracy siadali czasem na skrzynkach z narzędziami pod jedną z turbin. Patrzyli, jak łopaty tną powietrze, a wiatr robi z polami pszenicy żywy ocean.
– Nigdy nie myślałem, że to może wyglądać… ładnie – przyznał Bartek.
– Ludzie widzą tylko rachunki za prąd – odparł Michał. – Ale to też jest trochę sztuka.
– Sztuka kręcenia śmigłem – zaśmiał się Bartek.
– Sztuka zmiany. – poprawił go Michał. – Wszyscy mówią, że chcą „nowoczesności”, a jak się coś zmienia za ich oknem, to nagle panika.
Bartek milczał. Wiedział coś o tym. Sam czuł w sobie zmianę, której nikomu nie pokazywał.
Na razie wystarczało, że gdy siedział obok Michała w skodzie, to to dziwne uczucie w brzuchu było mniej straszne, a bardziej… prawdziwe.
3. Co ludzie powiedzą
Wieś nie potrzebowała dowodów, żeby mieć swoje teorie.
Wystarczyło, że ktoś zobaczył Bartka i Michała razem w aucie pod sklepem. Że ktoś inny usłyszał, jak śmieją się w drodze na wzgórze. Że trzeci dodał do tego własne „wydaje mi się”.
– Z tym z miasta znowu? – rzucił ojciec Bartka przy kolacji, niby od niechcenia.
– No z kim mam jeździć, tato? – Bartek spojrzał na ziemniaki. – Przecież razem mamy praktyki.
Matka postawiła barszcz na stole.
– Mówią, że on taki „inny” – mruknęła. – Że kolorowe przypinki nosi.
– Przypinki to nie zbrodnia – skomentował ojciec. – Zresztą, ludzie zawsze coś mówią.
„Inny.”
Słowo, które Bartek znał aż za dobrze.
Słyszał je już w gimnazjum, kiedy wolał rysować niż grać w piłkę, kiedy nie komentował głośno dziewczyn, kiedy za długo patrzył na jednego kolegę w szatni.
„Inny”, „dziwny”, „pewnie pedał” – to były słowa rzucane niby żartem, ale zawsze z tym samym ostrzem w środku.
Bartek nigdy się do nich nie przyznał. Nawet sam przed sobą.
Teraz siedział naprzeciw ojca, który podjadał chleb, i matki, która poprawiała obrus.
– On jest po prostu z większego miasta – powiedział spokojnie. – U nich to normalne, że ktoś ma przypinki.
– U nas też by było normalne – mruknął ojciec – jakby ludzie chcieli trochę mniej zaglądać innym do talerza i do łóżka.
Bartek poderwał wzrok.
Ojciec patrzył na niego uważniej niż zwykle.
– Ty się nie przejmuj – dodał łagodniej. – Jak ci dobrze na tych praktykach, to rób swoje. Wiatrak i tak się kręci, czy ktoś jest za, czy przeciw.
Bartek skinął głową. Tylko on wiedział, na ile sposobów można się „nie przejmować”.
4. Burza pod turbiną
Tego dnia prognozy mówiły o „możliwych opadach”. W telewizji pani pogodynka uśmiechała się, jakby to był dobry żart.
Nad wzgórzem zbierały się chmury w kolorze mokrego betonu.
– Szybka kontrola i wracamy – powiedział kierownik, patrząc w niebo. – Jak będzie gorzej, przerwiemy.
Bartek i Michał wjechali skodą pod pierwszą turbinę. Wiatr już szarpał kamizelkami.
– Jakby nas porwało, to przynajmniej w dobrym towarzystwie – rzucił Michał, zakładając kask.
– Nie chcesz umrzeć w jakimś ciekawszym miejscu niż moje pole? – odparł Bartek.
– Twoje pole jest bardzo egzotyczne, proszę pana. – Michał puścił mu oko. – Nigdy nie widziałem tylu kur na metr kwadratowy.
Pracowali w pośpiechu, ale dokładnie. Sprawdzili, co mieli sprawdzić, wpisali dane do tabletu. Kiedy kończyli przy drugiej turbinie, pierwszy grzmot przeciął powietrze jak rozdarcie materiału.
Potem lunęło.
W kilka sekund byli przemoczeni do suchej nitki.
– Do auta! – wrzasnął Michał.
Dobiegli do skody, zatrzasnęli drzwi. Deszcz tłukł w metalowy dach jak tysiąc małych pięści. Powietrze w środku szybko zrobiło się ciężkie od pary.
Siedzieli obok siebie, dysząc, w kapturach zsuniętych na kark.
Na zaparowanej szybie krople tworzyły chaotyczne ścieżki.
– Nienawidzę burzy – mruknął Bartek, patrząc w bok.
– Ja nienawidzę…
– Nienawidzę burzy – mruknął Bartek, patrząc w bok.
– Ja nienawidzę… – Michał zawahał się. – …jak mi coś wali nad głową i nie mam kontroli. Ale przynajmniej jest z kim się bać.
Bartek się zaśmiał, ale szybko spoważniał.
– Słuchaj… – zaczął niepewnie. – Mogę cię o coś zapytać?
– Możesz wszystko, byle nie o wzór na siłę Coriolisa – odpowiedział Michał.
– W twoim akademiku… – Bartek szukał słów. – Ludzie… są tacy sami jak tutaj?
– W sensie? – Michał się odwrócił.
– W sensie „co ludzie powiedzą” – wyjaśnił Bartek, patrząc na własne dłonie. – Dziewczyna, chłopak, „kiedy ślub”, „kiedy dziecko”… to wszystko.
Michał parsknął.
– No wiesz – zaczął. – W akademiku bardziej mówią: „kiedy zdasz sesję” i „kiedy przestaniesz podbierać mi jogurty z lodówki”. Ale tak, pytają też o dziewczyny. Tylko… tam jest łatwiej powiedzieć „nie mam” i temat się kończy.
Zamilkł na chwilę.
– A tu? – dodał. – Tu mam wrażenie, że jak raz powiesz coś nie po ich myśli, to będą to mielić pięć lat.
Bartek poczuł, że serce mu przyspiesza.
– I co robisz? – zapytał cicho.
– Udaję – przyznał Michał. – Że nic się nie dzieje. Że jestem wiecznie „zajęty nauką”, „skupiony na karierze”. Fajne wymówki, póki nie przekroczysz trzydziestki.
Spojrzał mu w oczy.
– A ty? – rzucił. – Też udajesz?
Burza dudniła, ale w środku robiło się coraz bardziej cicho.
Bartek przełknął ślinę.
– Od dawna – powiedział w końcu. – Tak dawna, że sam nie wiem, gdzie zaczyna się udawanie, a gdzie kończy.
Nie planował tego mówić. Słowa wypłynęły same, jakby burza rozszczelniła w nim coś więcej niż tylko strach.
– Boję się, że jak przestanę, to… – zawiesił głos.
– Zostaniesz sam? – dokończył Michał.
Bartek skinął głową.
Michał przesunął dłonią po zaparowanej szybie, narysował kiepskie serce i od razu je rozmazał.
– To ja powiem ci coś, czego nie mówię nawet na uczelni – odezwał się cicho. – Też się boję. I… też nie szukam dziewczyny.
Bartek uniósł wzrok.
– To kogo szukasz? – wyszeptał.
Michał spojrzał mu prosto w oczy.
– Kogoś, przy kim wiatr nie jest taki głośny.
Milczeli przez chwilę. Tylko deszcz grał swoje solo na karoserii.
– Jak ci tak mówię, to… – dodał Michał – pierwszy raz czuję, że to nie brzmi jak coś złego.
Bartek poczuł, jak napięcie z barków trochę opada.
– To znaczy, że…? – nie dokończył.
– To znaczy, że nie jesteś jedynym „innym” na tej farmie – odpowiedział Michał. – I że jak patrzę na ciebie, jak się śmiejesz z tym swoim „panem od wiatraków”, to myślę: może ja też mogę przestać trochę udawać.
Gdzieś wysoko nad nimi łopaty turbin obracały się niewzruszenie. Świat szumiał dalej, jakby nic się nie stało.
A jednak dla nich coś się przesunęło. I tym razem nie chodziło o wiatr.
5. Wieś patrzy, ale…
Plotki wróciły szybko.
Po jednym z dyżurów, kiedy skoda znów zatrzymała się pod sklepem, Bartek usłyszał za plecami:
– O, pan inżynier z panem praktykantem. – To był kolega z klasy, ten, który zawsze miał najgłośniejsze komentarze po WF‑ie. – Jak tam na górze? Romantycznie?
Sklepowa udawała, że układa chleb, ale jej ucho delikatnie drgnęło.
– Fajnie – odparł Bartek spokojniej, niż czuł. – Wiatr wieje, prąd płynie, świat się nie kończy.
– Byleby wam za mocno nie zawiało w głowy – mruknął ktoś z kolejki.
Michał stał obok, z rękami w kieszeniach. Mógł udać, że nie rozumie. Mógł się zaśmiać. Zamiast tego odezwał się cicho, ale wyraźnie:
– Jak wam tak przeszkadzają ci od wiatraków, to mogę jutro nie przyjeżdżać. Zobaczymy, kto wam później naprawi, jak wysiądzie.
Zapadła ta szczególna wiejska cisza, w której każdy słyszy wszystko, ale nikt się nie przyznaje.
– Dobra, bez nerwów – wtrąciła sklepowa. – Młodzi są, niech robią. Jak gmina zarabia, to i tak zarabia.
Kolega z klasy parsknął coś pod nosem, ale odszedł.
Kiedy wyszli na zewnątrz, Bartek poczuł, że ręce mu drżą.
– Przepraszam – wyrzucił z siebie. – Ja powinienem coś powiedzieć…
– Powiedziałeś. – Michał spojrzał na niego. – Nie uciekłeś. To już dużo.
– Ale ty…
– Bartek. – Michał westchnął. – Jeszcze rok temu bym się zaśmiał, zmienił temat i robił głupie żarty. Teraz mam trochę mniej siły na udawanie. A trochę więcej na mówienie „spoko, jak wam się nie podoba, to wasz problem”.
Bartek popatrzył na niego inaczej niż do tej pory. Jak na kogoś, kto nie tylko przywozi „świat z zewnątrz”, ale też sam z nim walczy.
– Boisz się? – zapytał.
– Jasne, że tak. – Michał się uśmiechnął. – Ale boję się bardziej, że obudzę się za dziesięć lat i dalej będę jeździł po wsiach, gadał o odnawialnej energii, a sam będę żył na wyczerpanych bateriach.
Bartek chciał coś odpowiedzieć, ale nie znalazł słów. Zamiast tego zrobił coś, czego sam po sobie się nie spodziewał.
Na chwilę dotknął jego ramienia. Jakby sprawdzał, czy on naprawdę jest.
Michał nie odsunął się.
6. Dzień otwarty na farmie wiatrowej
Pomysł przyszedł od kierownika.
– Ludzie gadają głupoty, bo nie wiedzą – powiedział któregoś dnia, nalewając sobie kawy. – Może byśmy zrobili dzień otwarty? Parę osób z gminy, młodzież z technikum, pokaz, jak to działa. Żeby zobaczyli, że to nie UFO.
– Mogę poprowadzić część o bezpieczeństwie – zaproponował Michał. – I o tym, jak wiatraki robią prąd, a nie raka.
– A ja… – Bartek poczuł, że słowa same wychodzą – mogę pogadać z klasą z mojego technikum. Żeby ktoś poza mną wiedział, że można tu pracować. I że to nie jest „zdrada wsi”.
Kierownik spojrzał na nich z uznaniem.
– No, chłopaki. – pokiwał głową. – Może coś z was będzie.
Dzień otwarty przyszedł szybciej, niż się spodziewali.
Na wzgórze wjechał bus z uczniami. Wysypali się jak kolorowe cukierki: bluzy, plecaki, śmiechy. Była też delegacja z urzędu gminy, sołtys, nawet ksiądz stanął z boku, udając, że tylko „tak przejazdem”.
Michał mówił pewnym głosem o tym, skąd się bierze wiatr, czemu niektóre turbiny stoją, a inne się kręcą, ile domów da się zasilić.
Bartek pokazywał uprząż, kask, tłumaczył, czemu nie wolno wchodzić bez szkolenia, jak wygląda dzień pracy na farmie wiatrowej.
Kiedy skończyli, ktoś z klasy zapytał:
– I co, Bartek, będziesz tu siedział całe życie?
Normalnie rzuciłby żart o „romantycznych randkach pod wiatrakiem”.
Tym razem tylko się uśmiechnął.
– Nie wiem – odpowiedział szczerze. – Ale fajnie mieć opcję. I fajnie wiedzieć, że jak wyjadę z tego małego miasta, to jest dokąd wrócić.
Spojrzał na Michała.
Michał skinął głową, jakby mówił: „jest dokąd”.
7. Koniec praktyk, dobry początek
Lato zaczęło się kończyć niepostrzeżenie. Kukurydza robiła się wyższa, wieczory chłodniejsze. Burze były rzadsze, ale mocniejsze.
Pewnego dnia Michał przyjechał pod przystanek bez odblaskowej kamizelki.
– Dziś ostatni – powiedział, zanim Bartek zdążył wsiąść.
– W sensie…? – Bartek poczuł ścisk w żołądku.
– Praktyki. – Michał wzruszył ramionami. – W poniedziałek wracam do Rzeszowa. Sesja poprawkowa, życie.
Skoda ruszyła w stronę wzgórza wolniej niż zwykle.
– Fajnie było – zaczął Michał po chwili. – Serio. Myślałem, że będę tu siedział sam z jakimś panem Staszkiem, a trafił mi się Bartek z technikum.
– Ja myślałem, że trafi mi się jakiś bufon z miasta – przyznał Bartek. – A trafił mi się… ty.
Zawiesili na chwilę spojrzenie.
– Boisz się? – spytał Michał.
– Czego? – Bartek udawał, że nie rozumie.
– Że jak wyjadę, to wszystko wróci do starego? – doprecyzował Michał. – Ty, wieś, wiatraki, plotki…
Bartek przełknął ślinę.
– Trochę – przyznał. – Ale… nawet jak wróci, to już wiem, że może być inaczej.
– Jak? – zapytał cicho Michał.
Bartek spojrzał przez szybę na wzgórze, na którym turbiny obracały się w równym rytmie.
– Że nie jestem jedyny – odpowiedział. – I że jest gdzieś świat, gdzie nie musisz odpowiadać na pytanie „kiedy dziewczyna”.
Michał się uśmiechnął.
– I że czasem ten świat przyjeżdża skodą na twoje pole – dodał.
Na farmie zrobili ostatni obchód. Sprawdzili, co trzeba, oddali klucze, podpisali papiery.
Kiedy schodzili z wzgórza, wiatr był spokojny.
– Słuchaj – Michał zatrzymał się przy skodzie. – Nie będę ci obiecywał rzeczy w stylu „będziemy pisać codziennie do końca życia”, bo wiem, jak to wychodzi. Ale…
Wyciągnął telefon.
– Dasz mi jeszcze raz swój numer? Tak na wszelki wypadek, jakbyśmy jednak złamali tę statystykę?
Bartek podał mu numer. Sam też zapisał Michała jako „Michał – wiatraki”.
– Jak będziesz miał kiedyś weekend w Rzeszowie – dodał Michał – to wpadnij. Pokażę ci, że tam też wieje. Tylko inaczej.
– A ty… – Bartek zebrał się na odwagę – jak będziesz miał kiedyś ochotę wrócić na nasze pole, to… wiatraki raczej nie uciekną.
– Ty też? – Michał spojrzał mu w oczy.
– Ja mam tu rodzinę – przypomniał Bartek. – I parę kabelków do naprawienia.
Stali przez chwilę obok siebie, nie wiedząc, co jest „w porządku”, a co „za dużo”.
W końcu Michał zrobił krok.
Przyciągnął go do siebie w krótkim, mocnym uścisku. Nie za długim, nie za filmowym. Po prostu takim, którego Bartkowi brakowało od dawna.
– Dzięki – powiedział mu do ucha. – Za to lato. I za to, że tu jesteś taki, jaki jesteś.
Bartek poczuł, że w oczach robi mu się mokro. Szybko mrugnął.
– Ty też – odpowiedział. – Nawet jak cię tu już nie ma.
Skoda odjechała, zostawiając za sobą kurz i ten dziwny rodzaj ciszy, który pojawia się po czymś ważnym.
Bartek stał jeszcze chwilę na drodze, patrząc, jak samochód znika za zakrętem.
Wiatr poruszył trawą, ale tym razem nie był straszny.
Wyciągnął telefon. Nowa wiadomość:
„Jak cię będzie brało na panikę, że wszystko wraca do starego – napisz. Wiatr zawsze gdzieś wieje. M.”
Bartek uśmiechnął się sam do siebie.
Spojrzał na wzgórze. Wiatraki kręciły się spokojnie, jakby zawsze tam były.
On też był. Trochę inny niż kilka miesięcy wcześniej.
Czy miał chłopaka? Nie. Czy miał na wszystko odpowiedzi? Też nie.
Ale miał świadomość, że nie jest jedyny, że może wyjechać z małego miasta i wrócić, że jego „inność” nie jest chorobą ani klątwą.
I miał numer do kogoś, kto rozumiał wiatr w głowie i ten prawdziwy nad polami.
To może jeszcze nie był „happy end” jak z bajki.
Ale na pewno był to dobry początek.
Uwaga: To opowiadanie ma charakter fikcyjny. Wszystkie postacie, miejsca i wydarzenia są wymyślone lub celowo zmienione – ewentualne podobieństwo do prawdziwych osób i sytuacji jest przypadkowe. Tekst ma charakter wspierający i nie zastępuje profesjonalnej pomocy psychologicznej, medycznej ani prawnej. Jeśli zmagasz się z lękiem, samotnością lub trudnymi emocjami, poszukaj wsparcia u zaufanej osoby dorosłej, specjalisty albo organizacji wspierających młodzież i osoby LGBT+. Więcej kontaktów znajdziesz w zakładce „Pomoc / Wsparcie” na naszej stronie.







Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.