Gdzieś nad Bałtykiem zaczęła się historia, która pachniała solą, latem i czymś, czego nie da się nazwać — spokojem przy kimś, kto rozumie Cię bez słów. To opowieść o dwóch chłopakach, którzy spotkali się przypadkiem i na kilka dni stworzyli swój mały świat między falami i zachodem słońca. Nie planowali niczego, a jednak to, co wydarzyło się nad morzem, zostało z nimi na długo — cicho, ale prawdziwie.
Yo,
to nie będzie żaden poradnik ani jakiś dramacik z coming-outami czy złamanymi sercami. Po prostu chcę Ci opowiedzieć historię, która siedzi mi w głowie już od jakiegoś czasu — jak sól w powietrzu po wakacjach. Wróciłem już dawno do domu, ale ta historia ciągle się we mnie kręci. Cicha, fajna, moja.
Chodzi o chłopaka, którego spotkałem nad morzem. O pierwsze spojrzenia, o trzymanie się za ręce i o ten moment, który pachniał czymś więcej niż tylko zwykłymi wakacjami.
🌊 Jak to się zaczęło? Totalnie na luzie — online
Nie szukałem niczego konkretnego.
Wbiłem na apkę dla młodych, gdzie można po prostu pogadać bez spiny. Wpisałem, że jestem w Kołobrzegu. On — Bartek — mieszkał kilkanaście km dalej, w Dźwirzynie. Napisał, że ma 19 lat, lubi longboard i że „nie szuka przygód, tylko rozmowy”. Wysłałem mu emoji słońca ☀️.
Odpisał po chwili:
„Nieźle. Słońce pali jak grill na działce. A co u Ciebie?“
I tak poszło. Pisaliśmy przez dwa dni. Bez żadnych fotek — same słowa.
O książkach, których czytamy, o tym, czego się boimy i jak to jest, kiedy wiesz, że lubisz chłopaków, ale nie masz z kim pogadać.
Bartek napisał:
„U mnie wiedzą tylko fale.”
I dodał śmiejące się emoji, ale chyba wcale mu do śmiechu nie było.
🌅 Pierwsze spotkanie — bluzka i mega stres
Umówiliśmy się w Ustroniu, w małej knajpce przy plaży.
On w szarej bluzie, mimo że było koło 26 stopni. Ja cały spocony ze stresu.
Jak go zobaczyłem, od razu wiedziałem, że to on. Nie dlatego, że wiedziałem jak wygląda, ale bo uśmiechał się tak, jak pisał — trochę nieśmiało, trochę z niedowierzaniem.
Wypiliśmy mrożoną herbatę, gadaliśmy o muzyce — ja na bank Dawid Podsiadło, on Bitamina.
Potem długo szliśmy plażą, obok siebie, w ciszy.
Kiedy przypadkiem otarliśmy się ramionami, Bartek rzucił cicho:
„Nie wiem, czy to dobrze, że tu jestem. Ale nie chciałem tego przegapić.”
🫂 Pierwszy dotyk — delikatny, ale prawdziwy
Dwa dni później spotkaliśmy się wieczorem.
Morze spokojne, wiatr prawie ustał. Siedzieliśmy na piasku, w kurtkach, patrząc na horyzont.
Bartek gadał o swoim psie, ja mówiłem, że nie umiem pływać.
Nagle jego dłoń dotknęła mojej — jakby przypadkiem. Nie cofnął jej, ja też nie.
Siedzieliśmy tak przez dobre 10 minut, totalna cisza.
I wtedy coś pękło. Nie we mnie, tylko w świecie. Jakby reszta przestała istnieć.
Morze szumiało, a ja słyszałem tylko jego oddech. Delikatny. Blisko mnie.
🤍 Nie mówiliśmy „kocham”, ale czuliśmy
Nigdy nie padło słowo „miłość”.
To były wakacje, parę dni tylko.
Ale kiedy Bartek powiedział:
„Nie wiem, czy to coś wielkiego, ale z tobą czuję spokój” —
wiedziałem, że to właśnie ona. Miłość. Cicha i prawdziwa.
Bez wielkich deklaracji, bez zdjęć, bez świadków.
Tylko my.
Na schodach prowadzących na plażę, po zmroku.
On poprawił mi bluzę, bo zaczęło wiać.
Ja tylko szepnąłem:
„Dzięki, że jesteś.”
🏖️ Ostatni dzień — bez typowego pożegnania
Wiedzieliśmy, że to się skończy.
Bartek wracał do Poznania, ja na Podlasie.
Spotkaliśmy się rano, zanim jego rodzina zaczęła się pakować.
Nie było „do widzenia”. Nie było łez.
Tylko ostatnie trzymanie się za ręce, krótki spacer po molo i szept:
„Pisz, jeśli będziesz chciał. Ale bez obietnic na siłę.”
Odpowiedziałem:
„Nie muszę nic obiecywać. Jesteś już częścią mojej historii.”
🌾 Co zostało po tym wszystkim?
Nie jesteśmy razem.
Nie wiem, czy się jeszcze spotkamy.
Czasem piszemy, czasem tylko wysyłamy emoji fali 🌊 albo słońca ☀️.
Ale coś zostało. Coś ważnego.
Nie liczy się czas, który razem spędziliśmy,
ale to, jak się wtedy czułem.
Że mogę być sobą i że ktoś trzyma moją dłoń, nie bo musi, ale bo chce.
🌈 Na koniec — dla Ciebie, który to czytasz
Nie każda pierwsza miłość musi trwać wiecznie.
Nie każda historia potrzebuje wielkiego finału.
Ale jeśli spotkasz kogoś, przy kim możesz milczeć bez żadnego wstydu,
kogoś, z kim nawet zwykły spacer po plaży staje się czymś wyjątkowym —
to trzymaj tę chwilę blisko siebie.
Bo może to właśnie jest miłość.
Nie ta z filmów, tylko Twoja.
Autor
Uwaga: Postacie i wydarzenia opisane w tej historii są fikcyjne. Wszelkie podobieństwa do prawdziwych osób lub zdarzeń są przypadkowe.







